Mam dosyć feat. KaWu Ziarecki

Lyrics

  • Song lyrics Redakcja
Wdech, wydech, gniew, biegnę
To co czuję wcale nie jest takie piękne
Seks, piwo, śmiech, bezdech
Chyba potrzebuję jeszcze czegoś więcej
Stres , hałas i sztuczne przyjaźnie
I w kurwę ich drażnię to smutne naprawdę

Wcale nie martwię się jutrem, poważnie
Ty spróbuj mnie zabić zanim sam tu zasnę
Moje życie jest pasmem niefarta
Przez doświadczenie mam garba, chłopcze
Mówię Ci tylko, że taka jest prawda
Nie próbuj błyszczeć, że nałóż pajączek
Pomału, bo gubię wątek i gubię portfel
Na barze forse przepijam noce jak sory
I wszędzie cyfry, te pierdolone cyfry
I kiedyś się skończą chyba algorytm
Mam dosyć, nie że brak mi chęci
Po prostu mam dosyć, chcę przestać się kręcić
Mam dosyć
I kurwa wierz mi, że jestem tylko typem i też popełniam błędy
A może aż, kotku sam nie wiem
Łzy, twarz to wszystko przez Ciebie
Sny, strach znasz to, pamiętasz?
Ty, ja wyczuwam brak tętna
(O) Wyczuwam brak tętna
Światła, sygnały znów hałas, karetka
Nie pamiętam, że bym żył dla Ciebie
Żyłem Tobą
I co kurwa gryzie sumienie?
Może kiedyś się zmienię, wątpię
Może kiedyś docenię, nie sądzę
Teraz mam tylko puste wspomnienie
I puste kieliszki i miejsce obok mnie

Wdech, wydech, gniew, biegnę
Mam tego dosyć
I od jakiegoś czasu czuje jebany niedosyt
Seks, piwo, śmiech, bezdech
Wszystko nurtuje mnie
I gubię się, bo czemu tu nie może być jak chcę

Kiedy czuję, że mam wszystko
Nie mam nic i to mnie wkurwia
To rozrywa mnie na części i biegnę w ciemno
Ślepa furia
(Pije, padam, wstaję, biegnę)
W głowie wspomnień zlepek
I wciąż tylko wmawiam sobie, że będzie mi lepiej tak

Bije mi serce coraz szybciej
Ty nie wiesz kiedy myślę o rzeczach
O których nie chcę powiedzieć
A czasami sama nie wiem co czuję
W sumie chyba nawet nie chcę rozumieć
I piję i padam na glebę
I czekam aż znów mnie podniesiesz
I powiesz mi, że czujesz tak samo
I że będzie lepiej
I że tak dalej już nie może być
Dłużej nie mogę, bo czuję jak każda cząstka mnie się rozrywa
I czuję jak szybko pulsuje krew
Chcąc wydostać się, to zabija mnie
I już chyba nie ma sensu by gdybać
Oddycham, odetchnij spokojnie, ja znikam
Każdy kolejny gest mnie zadziwia
Każdy kolejny wers mnie dobija
I to nie fajne kiedy budzę się i mam dość już
Co zrobisz kiedy mnie nie będzie po prostu
To nie moja wina, że sobie nie radzę
To nie moja wina że potrafię czuć bardziej
Kiedy nie używasz słów to boli w chuj
Ale chyba lepiej jest to olać martwy punkt
Mogę odejść, ale to byłby strach
I wiesz na łatwiznę nie pójdę już
I być może pożałuję tego na dniach
Cóż nie zasnę znów
Nie ma mnie
nie nie chcę tu być
nie nie chcę już śnić
nie chcę nic już, kurwa
I widzę jak wszystko zmienia rytm i lecę w górę
Furia

Wdech, wydech, gniew, biegnę
Mam tego dosyć
I od jakiegoś czasu czuje jebany niedosyt
Seks, piwo, śmiech, bezdech
Wszystko nurtuje mnie
I gubię się, bo czemu tu nie może być jak chcę

Kiedy czuję, że mam wszystko
Nie mam nic i to mnie wkurwia
To rozrywa mnie na części i biegnę w ciemno
Ślepa furia
(Pije, padam, wstaję, biegnę)
W głowie wspomnień zlepek
I wciąż tylko wmawiam sobie, że będzie mi lepiej tak.




Rate this interpretation
contributions:
Redakcja
Redakcja
anonim