Ballada o Zyźku Wilku Wojciech Bellon

Lyrics

  • Song lyrics Redakcja
    1 rating
Noc ciemna, a w ćmie głucho warczy agregat
I czas stąpa wolno jak żółw...
Się wznosi wraz z dymem do nieba -
A ballad about Wolf (się):

Swe łowy poczyna nasz Wolf rozmaicie
Czy dzień to, czy pełnia czy nów...
Ach, ciężkie czasami ma życie, -
Nie zawsze bezkrwawy to łów (A bo się trafi czasami dziewica, rzadko bo rzadko, ale...)

Bywały zastępy cesarzy ostępów:
Niedźwiedzie, żubry i żbik...
Lecz kogóż, no kogóż pomną panienki?
W tej gestii nie podskoczy Wolfowi nikt.

Niejeden się łeb pochylił raroga,
A zacne bywały to łby...
Na każdym z nich dorodne rogi, -
Na niektórych to nawet i po trzy! (bo to różnie bywa, zależy od kubatury i od przepustowości... Nie łba oczywiście... Łeb jak łeb...)

Wy, którzy zazwyczaj spokojni na dole -
Zadrżyjcie, bo oto już dziś
Rozpoczną się jurne swawole -
Wolf obnaża swe kły! (zwłaszcza tors)

Drży knieja i wszystko co żyje w kniei
Wieje na boki, przed siebie, a czort jeden wie, gdzie!

Trup ściele się gęsty na stołach i niżej
To szklanka zabłyśnie, to pięść!
Z dwóch dziur w głowie dość łatwo wylizać się,
Lecz dzicz, niech kto rządzi tu wie!

Ballada się kończy jak w baku benzyna
Na morał nadchodzi już czas:
Walnijmy więc jeszcze po krzynie,
Niech mocy nabierze mój bas!

By kroku dotrzymać przeróżnym nacjom
Pomóżmy, pomóżmy, panowie mu,
Bo cóż w dobie inseminacji
Znaczy: only one Wolf?




Rate this interpretation
Rating of readers: Great 1 vote
contributions:
Redakcja
Redakcja
anonim