Lata,dni Liber

Lyrics

  • Song lyrics Redakcja
Miała być ze mną, to wiem na pewno
Przez dni, lata iść zupełnie w ciemno
Zero radości z kolejnych łatwych opcji
Tylko ta jedna do kości zranić mnie potrafi
Z mojej parafii mało było takich (pamiętam)
Szukałem wszędzie, a tak po za tym
Trwało to długo, fakt jestem trudny (niestety)
Mam swoje ego, a ten patent bywa zgubny
Koniec technikum poszedłem w melanż (w melanż)
Ze łzami w oczach patrzyła na mnie nie raz
Jak, koło piątej padałem przy schodach
Otwórz mi drzwi, gdzie łóżko, gdzie woda
Tygodnie całe za karnawałem wszystko sprzedałem
Co było grane do dzisiaj nie wiem
Spadł tak nie jeden, odbił się? Lepiej
wyszedł na swoje, a ja zaliczałem glebę

Puste mieszkanie, żarówka, krzesło
Ściany w draperii krzyczały na mnie często
Zanim zacząłeś skończyłeś wszystko
Spójrz, praca, rodzina, kobieta to przeszłość
Parę rachunków to cały Twój majątek
Co piątek nuta i niedzielne zjazdy (ej)
Weekend bez fazy, weekend stracony
Kto miał, wracał do żony, a Ty? Tylko pomyśl!
Karmazynowy przypływ emocji
Stałem w kolejce po bilet na pośpiech
Obok typ lekko kimał na głosie
Odjazd minuta osiem, laptop został w samochodzie
I pomyślałem, że mógłbym być w nim teraz
Spać na gazecie, w nogach futerał (niestety)
Opcja, ideał na szybki łatwy pieniądz
Wziąłem miejscówkę, poszedłem na peron
Wiesz co? Ty też idź na swój peron.




Rate this interpretation
contributions:
Redakcja
Redakcja
anonim