To ona Jerzy Wasowski

Lyrics

  • Song lyrics Redakcja
Nie pożądałem nigdy niczego
Co jest własnością bliźniego mego
Ni osła jego, ni wołu jego
Ani niczego, co jego jest

Ale wyznaję, szczerze skruszony
Że dziś pożądam bliźniego żony
Wiem, to nieładnie, ale jej pragnę
I będę pragnął po dni mych kres

Znam tyle panien i wdów
Tyle sierotek, które lubią być krzywdzone
Więc czemu muszę stać znów
Pod nienawistnym balkonem
Wierząc uparcie, jak co dzień
Że za firanką ujrzę cień?...

To ona - przeczuta, wymyślona
To ona - jak igła w mej pamięci tkwi
To ona - w modlitwie pogrążona
Najdalsza, choć najbliższa mi
To ona...

Znam tyle zwrotów i słów
Których działanie przed użyciem jest sprawdzone
Więc czemu milczeć mam znów
Pod nienawistnym balkonem
Wierząc, że wygram wielki los
I wtem usłyszę czuły głos?...

To ona - ta cnotka wywyższona
To ona - trucizna, którą noszę w krwi
To ona - bezwstydnie cudza żona
Najdalsza, choć najbliższa mi
To ona...

To ona...




Rate this interpretation
contributions:
Redakcja
Redakcja
anonim