Malowane dni Grzegorz Markowski

Lyrics

  • Song lyrics Redakcja
Czasem na ulicy marzeń
Malowałem swoje dni
Zabierali je handlarze
Musiałem żyć

Pojawiłaś się tak nagle
Jak zgubionej myśli sens
Stałaś smutna w pustej bramie
Gdy namalowałem Twój
Ostatni dzień

Odeszłaś, nim zrozumiałem, że
Z tego nie można wyjść
Mówią: chcesz brać, to sprzedaj obraz ten
Oprócz niego nie miałem już nic

Obudzili mnie nad ranem
Byłem w bramie tak, jak Ty
Z nikim się nie pożegnałem
Musiałem iść

Zastapił drogę czarny, gęsty las
Dłonie oplótł cierń
Miliony lat przedzierałem się
Aby móc jeszcze odnaleźć Cię

Ognisty ptak wyszarpuje sen
Modlitwa wciąż się rwie
Zabrakło sił i zabrakło łez
Wtedy ktoś lekko przytulił mnie

Wokół dziwnie pusty pokój
Rozumiemy się bez słów
Kiedyś na ulicy marzeń




Rate this interpretation
contributions:
Redakcja
Redakcja
anonim