Lampego Str. Atrakcyjny Kazimierz

Lyrics

  • Song lyrics Redakcja
Koledzy stoją przed blokiem
Z utkwionym do góry wzrokiem
Gwiżdżąc, zakłócają ciszę
I krzyczą, bym do nich wyszedł
Ręce trzymają w kieszeniach
Na dworzu z wolna się ściemnia
Dzieciaki wciąż na podwórku
Ja w oknie i w podkoszulku

Z nerwów wyrywam se baki
Koledzy dają mi znaki
Bym starał się jakoś uciec
Lecz żona zabrała klucze
I nie ma na nią sposobu
Na krześle usiadła, na krześle na progu
Nieskora nic na ustępstwa
Dla dobra ponoć małżeństwa

Rozkładam tylko ramiona
Nie mogę, nie puści mnie żona
Rozkładam tylko ramiona
Nie mogę, nie mogę, nie, nie puści mnie żona

Koledzy weszli do bramy
Z winkiem owocowym tanim
Ja zaś na swój los złorzeczę
Z tułowiem na parapecie
Palcem dłubię sobie w zębie
I obserwuję gołębie
Chętnie w byle jakich rzeczach
Bym zaraz z tymi kolegami poleciał

Rozkładam nawet ramiona
Nie mogę, nie puści mnie żona
Lecz będzie inaczej za tydzień
Bo na drugą zmianę do pracy idzie




Rate this interpretation
contributions:
Redakcja
Redakcja
anonim